Archive for the 'jedzonko' Category

Weekendowy wypad do miasta – Belém

W ten weekend niedziele poświęciłem na wypróbowanie nowego sposobu poruszania się po Lizbonie. No może to szumnie brzmi bo oczywiście nie całej głównie po jej zachodniej stronie (głównie dlatego że tam mieszkam). Co w tym takiego wyjątkowego? Ano że przy spełnieniu kilku warunków – jazda autobusami jest za darmo – oczywiście wszystko legalnie 🙂

Żeby sprawdzić moją teorię wybrałem się gdzieś blisko – do Algés i Belém. Wyprawa się udała 🙂 mam kilka nowych zdjęć – zobaczyłem nowe miejsca i przypomniałem sobie stare – no i oczywiście zjadłem ciacha (nie tak dobre jak te Niuni) ale jednak. Ciastka – to Pastéis de nata. Każdy kto był w Lizbonie (lub nawet w Portugalii) o nich słyszał. Nie będę się o nich rozpisywał – ponieważ łatwiej mi je zjadać niż pisać o nich. w między czasie można obejrzeć sobie filmy:

A tu można obejrzeć sobie resztę zdjęć z tej wyprawy. Jak zwykle szczegóły wyprawy w opisach zdjęć.

Torre de Belém

Torre de Belém

Ciekawe linki:

Reklamy

Pierożki

Nio to jak idziemy to na całego! W kwestii jedzonka to dziś lepiłam pierożki. wyszło sztuk 54 czyli całkiem niemała porcja 🙂 Chyba odkrywam w sobie kulinarne powołanie 😉 Na Mojego Miśka będzie czekał pakiet specjalny do schapsania po powrocie  🙂

Zapraszam moje CIACHO na Ciacho :)

Podczas gdy Moje Kochanie Paskalowało w kuchni (Przyznacie że fotki z obiadku Krzysiaczka są widowiskowe….. ?Pascal może czuć się zagrożony a mnie ślinka cieknie na sam widok 🙂 ) ja też kucharzyłam. Pomyślałam że przydałoby się  w razie jakichś negocjacji (chociażby kupna nowej sukienki ;))mieć pyszne ciacho w zanadrzu. Tak więc dziś rozpoczęłam nowy rozdział kulinarny w swoim życiu czyli pieczenie. Z jakim skutkiem? Moja Mamcia zjadła już dwa kawałki i narazie nie zanotowałam skutków ubocznych. Dopiera rano się jednak okaże czy przeżyłyśmy ten eksperyment i czy „brać się” za następne 😉

Obiadek :)

W prawdzie danie zostało zrobione (i zakupione w) Portugalii ale nic więcej go znią nie łączy 🙂 Oto moja fantazja na temat sobotniego obiadku… Danie jest inspirowane kuchnią meksykańską choć pewnie „nawet koło niej nie stało”.  Danie to  fajita z kurczakiem (z kurczaka). Oczywiście nie udało mi się go podać z grilla, więc pozwoliłem sobie na kilka innych improwizacji 🙂 Jakich? a to już pozostanie moją tajemnicą 🙂

Wygląda tak jak na zdjęciu poniżej, opisy pod zdjęciami w albumie.

Fajita z kurczakiem

Fajita z kurczakiem

Wystarczyły mi trzy na obiad – więcej nie dałem rady… takie sycące były. Ale zostało mi jescze trochę na kolacje 🙂

Po oceanarium

Po zwiedzaniu odwiedziliśmy wspomniane centrum. Trzeba było zapełnić brzuszki. Misiek zamówił kawałek soczystego mięska a ja kiełbaski. Pyszne chociaż smak kompletnie inny niż polskich. I good for me, że tak jest. Uwielbiam tą różnorodność smaków i nie znoszę jednocześnie. To oczywiście zależy od tego czy było smaczne czy… Później nacieszyłam oczy nową kolekcją Nike która w Polsce będzie za jakieś może dwa lata, lub nigdy..

Tutaj moda jest inna.. ciekawa, zaskakująca. Kobiety rzadko wkładają szpilki. Drobna kostka brukowa utrudnia swobodne przemieszczanie się więc większość kobiet rezygnuje z tej ekstrawagancji. Teraz już wiem, ze zabieranie szpilek kończy się na ich rozpakowaniu i spakowaniu z powrotem;) Niby te same sklepy a ciuchy zupełnie inne, oddające klimat tego miasta stylu życia i to jest na swój sposób piękne…

Porwanie.

We wtorek po african dance schodzę sobie po schodkach, a na dole któż to taki na mnie czeka…. ?Kochanie Moje z zamiarem porwania mnie na spacero-jedzonko.Było późno więc wybraliśmy się do KFC na kurczaczka.Był pyszny, a my mogliśmy spędzić ze sobą chociaż para chwilek.

Później poszliśmy na spacerek.Pogoda była cudna.Cieplutko i tak jakoś wiosennie.jak na zamówienie.

A ta niespodziewanka okazała się nie być ostatnią.. Dostałam podarek w postaci kalendarza na moje zapiskowe pamiątki:)Hmmm Mój Skarb kupił chyba najwięksiejszy jaki był do kupienia 🙂

Dziękuję Skarbie.Jesteś wspaniały.To był wspaniały niespodziewany wieczór razem:)

Leniuchowanie

Środa okazała sie niezwykle leniuchowatym dniem.Zrobiłam obiadek, którego tworzenie niestety dramatycznie przeciągnęło sie w czasie, a później usnęliśmy razem i kompletnie wyłączyliśmy sie z rzeczywistości na jakieś dwie godzinki- nie chciało się nam nawet włączyć filmu, bo przecież do tego potrzeba nieludzkiego dla śpiocha i leniucha w jednym wysiłku;)

Wieczór spędziliśmy jednak bardziej aktywnie, chociaż skupiliśmy sie głównie na przyjemnościach.

Poszliśmy jak na prawdziwych lodożerców przystało na nasze ulubione lody z automatu.Pani daje dużą swobodę w komponowaniu deserków, polewy są z naturalnych owocków, a wielkość loda-za 4zł to prawie 500 gr rozkoszy dla podniebienia.Najważniejsze wszak jest to, że są niebiańsko dobre:)

Robiliśmy też zdjęcia zachodu słońca…było pięknie.Już niedługo Kochani czytelnicy podzielimy sie z Wami naszymi fotkami 🙂